Prawo weterynaryjne
www.prawoweterynaryjne.pl
Masz pytanie? Zadzwoń!
tel. + 48 506 066 723
O nas

Strona jest miejscem gdzie publikowane są opinie i artykuły dotyczące prawa weterynaryjnego, prawa żywnościowego oraz z zakresu ochrony zwierząt.

Strona jest jednocześnie Biuletynem Informacyjnym Kancelarii Prawnej RESULT Witkowski Woźniak Mazur i Wspólnicy Spółka Komandytowa

Aktualności
15036498_1581032285257022_3499885707992992931_n

 Żywność z fabryk-laboratoriów, czyli czy czeka nas wielka rewolucja „postagrarna” ?

28 czerwca 2017

,,Technologia ma uwodzicielską naturę. Zakładamy, że postępy w tej dziedzinie prowadzą zawsze do korzystnych dla ludzi udogodnień. Oszukujemy sami siebie.”

„Technologia powinna była uwolnić człowieka od ciężarów życia. Zamiast tego uczyniła go więźniem.”

Frank Herbert – ,,Diuna”

Czy czeka nasz kolejna rewolucja agralna?

Parafrazując i trochę ironizując, za Francisem Fukuyamą, chciałoby się powiedzieć, iż będziemy mieli do czynienia z końcem historii zbieractwa, łowiectwa, rolnictwa i hodowli zwierząt, które to formy pozyskiwania żywości towarzyszyły nam od milionów lat lub tysięcy lat.

Hodowla komórkowa albo hodowla czystego mięsa to będzie zasadnicza zmiana naszego podejścia do kwestii pozyskiwania i produkcji żywności. Pomysł ten polega na tym, żeby tworzyć mięso z komórek, a nie ze zwierząt. Jak powiedział Yuval Hararari „jeżeli chcesz zjeść stek, po prostu hodujesz stek z komórek – nie trzeba hodować krowy, a potem jej zabijać”.

Czy taki pomysł zostanie przyjęty przez konsumentów żywności? Oczywiście – nie wiadomo. Biorąc jednak pod uwagę, iż obecnie konsumenci wykazują prawie, że całkowitą obojętność odnośnie tego co tak naprawdę jedzą, a jeszcze większą obojętność odnośnie losu zwierząt, którymi się żywią i w związku z tym nie są zainteresowani sprawdzeniem jak takie „fabryki zwierzęce” funkcjonują, to raczej trudno jest przypuszczać, że wielką różnicę „zrobi im” informacja na etykiecie „Stek wyprodukowany w warunkach laboratoryjnych, bez udziału zwierząt”, a z kolei informacja „Przy produkcji tego steku nie ucierpiało ani jedno zwierzę” – może zostać wręcz entuzjastycznie przyjęte przez liczne ruchy ekologiczne i organizacje zajmujące się humanitarną ochroną zwierząt.

Pomysł nie jest przy tym nowy. Co ciekawe jednym z jego pierwszych propagatorów był Winston Churchill, który będąc na politycznym urlopie, w roku 1932, wieścił „Uciekniemy od absurdu hodowania całego kurczaka po to tylko, by zjeść pierś lub skrzydło, poprzez rozwijanie tych części oddzielnie”.

Należy przy tym pamiętać, że niemal przez całą swoją historię za podstawę bytu homo sapiens uznawał zbieractwo. Jako gatunek byliśmy przy tym padlinożercami. Hararari w swojej książce „Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości” wskazuje: „2 miliony lat temu żyło niespełna 2 miliony ludzi z trudem radzących sobie z przetrwaniem. Żyli w ciągłym strachu przed drapieżnikami, z rzadka polowali na grubszego zwierza i zapewniali sobie egzystencję zbieraniem roślin, wygrzebywaniem owadów, podchodzeniem małych zwierząt i podjadaniem porzuconej przez mięsożerców padliny. Do najpopularniejszych zastosowań pierwszych narzędzi kamiennych należało rozłupywanie kości w celu pozyskania szpiku. Niektórzy uczeni są przekonani, że była to nasza pierwotna nisza ekologiczna. Tak jak dzięcioły specjalizują się w wydziobywaniu owadów z pni drzew, tak pierwsi ludzie specjalizowali się w wydłubywaniu szpiku z kości.”.

Łowiectwo, zwłaszcza dużych zwierząt, to zatem raczej późniejszy sposób na pozyskiwanie żywności. Ogień został ujarzmiony przez człowieka dopiero 300 tysięcy lat temu. Tylko ostatnie 10 tysięcy lat, to wprowadzenie rolnictwa i pasterstwa, a jego intensyfikacja (trójpolówka) – to „wieki średnie” ubiegłego tysiąclecia. Zatem te 10 tysięcy lat to okamgnienie w porównaniu z dziesiątkami tysięcy lat, kiedy to nasi przodkowie trudnili się tylko łowiectwem i zbieractwem. Skora zaś te 10 tysięcy lat to „okamgnienie”, to jak nazwać, krótki okres w historii człowieka – to jest wiek XIX i XX, w którym nastąpiła druga rewolucja agralna w postaci mechanizacji i „chemizacji” rolnictwa, a potomkowie rzeszy rolników zaczęli zarabiać na chleb w miastach w charakterze robotników i pracowników biurowych, a następie w rozwijającym się sektorze usługowym?

Konieczność  zaspokojenia potrzeb żywieniowych była przy tym podstawowym zadaniem dla każdej tworzącej się społeczności, którą to potrzebę dopiero później obudowano religiami, narodami i pieniędzmi. Chociaż, to właśnie te instytucje, na poły fikcyjne, umożliwiły ludziom współpracę i zorganizowanie się oraz rozpoczęcie na masową skalę także uprawy roślin, hodowli zwierząt gospodarskich i pozyskiwania żywności.

Tymczasem od drugiej rewolucji agrarnej nie minie jeszcze 200 lat, a już czeka na nas kolejna zmiana. Nie, nie „zmiana”. Tak naprawdę powinniśmy sobie jasno powiedzieć, że czeka nas super hiper rewolucja w zakresie pozyskiwania i produkcji żywności oraz, że będzie to największa rewolucja od lat przeszło – 300 tysięcy, to jest czasu kiedy ludzie zaczęli posługiwać się ogniem.

Skąd to porównanie? Najlepszym zastosowaniem ognia jest wszak proces, który dziś nazywamy obróbką termiczną żywności (gotowanie, smażenie, pieczenie).

Co zaś dzięki ogniu uzyskał człowiek? Rozszerzył swój jadłospis, albowiem dzięki niemu pokarmy, których ludzie nie potrafili trawić, w ich naturalnej postaci, stały się dla nas dostępne. Ponadto, w pierwszym etapie historii człowieka, ogień pozwolił także na usprawnienie metod zbierackich –  przez zbieranie zwierząt, które zginęły w wyniku celowego podpalania lasu, jak również dał podstawy rolnictwa, jako dostępną metodę wypalania tychże lasów pod uprawy.

Co zatem z tą rewolucją agralną? Właściwie rewolucją „postagrarną”, albowiem w odróżnieniu od poprzednich, nie będzie już ona oznaczać intensyfikacji upraw (jak wypalanie, karczowanie, trójpolówka, mechanizacja rolnictwa, nawozy i nawożenie czy opryski), czy intensyfikacji produkcji zwierzęcej (tak jak wcześniejsza mechanizacja i przeznaczenie dużej części ziem uprawnych na produkcję pasz dla zwierząt) lecz być może zmierzch tych form pozyskiwania żywności.

Rewolucja postagrarna będzie! Dlaczego? Dlatego, że dynamiczny rozwój nowych technologii w produkcji żywności wydaje się praktycznie niemożliwy do zatrzymania. „Nie da się odwrócić biegu zegara”, tak jak nie da odwrócić już poprzednich rewolucji z zakresu pozyskiwania żywności. Ludzie nie wrócą już do życia myśliwych czy zbieraczy.

Oczywiście, nie musi to oznaczać całkowitego zaprzestania upraw i hodowli zwierząt gospodarskich. Tym niemniej, wraz z coraz mniejszą konkrecyjnością takich tradycyjnych form pozyskiwania żywności, rewolucja postagralna zmusi rolników do przestawienia swojej produkcji na naprawdę podstawowe surowce i półprodukty (czyli produkty bogate w węglowodany, tłuszcze i być może cukry), które  będę dostarczane jako „paliwo” do fabryk żywności. Cześć rolników przestawi się przy tym na produkcję żywności „ekologicznej” i „tradycyjnej”, która w przyszłości będzie nazywana raczej tylko tą ostatnią nazwą. Żywność, taka nie mogąc konkurować, cenowo z żywnością produkowaną masowo będzie starała się umocnić przy tym na rynku, jako żywność „luksusowa”.

Rewolucja postagralna, podobnie jak ogień, rozszerzy także nasz jadłospis na nowe produkty. Na żywność do tej pory nieistniejącą, ba często nawet jeszcze „nienazwaną”, czyli na żywność wytworzoną w warunkach laboratoryjnych, w fabrykach-laboratoriach.

Czy do tego rodzaju żywności będziemy mogli stosować dotychczasową terminologię żywnościową, to znaczy takie terminy jak mleko, sery, jogurty, mięso, ryby? Albo czy takie produkty w ogóle będą mogły być nazywane żywnością?

Z prawnego punktu widzenia, opierając się na obecnie obowiązującym unijnym prawie o żywności – tak – nie ma prawnych przeciwskazań, żeby już obecnie wprowadzać nowe produkty, wyprodukowane w fabrykach laboratoriach, jako żywność, to jest z przeznaczeniem do konsumpcji przez ludzi.

I nie – obecny stan prawny przeciwstawia się (zakazuje) żeby „mięso” czy „mleko” – wyprodukowane bez „pomocy”, „udziału” zwierząt (jakkolwiek strasznie to brzmi) – tak nazywać. W świetle prawa obowiązującego, w całej Unii Europejskiej, – mięso „hodowane” w warunkach laboratoryjnie to nie jest mięso. Podobnie „mleko”, które nie zostało pozyskane od zwierzęcia nie można nazywać mlekiem.

Dlaczego? Dlatego, że prawo o żywności wprowadza definicje i mięsa i mleka, jak również ogólną definicję żywności pochodzenia zwierzęcego. We wszystkich tych definicjach prawodawca odnosi się przy tym do produktów pozyskanych ze zwierząt lub od zwierząt. W jednym z ostatnich swoich orzeczeń Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie zgodził się przy tym nawet na stosowanie nazwy mleko do napojów pochodzenia roślinnego – jak „mleko sojowe”, czy „mleko ryżowe”.

Co nie znaczy, że żywność z laboratoriów nie może już obecnie być wprowadzana do obrotu jako żywność. Wydaje się to, co do zasady, możliwe dzięki zastosowaniu w prawie o żywności, bardzo szerokiej definicji legalnej samego pojęcia żywności. Zgodnie z tą definicją: „żywność” (lub „środek spożywczy”) oznacza jakiekolwiek substancje lub produkty, przetworzone, częściowo przetworzone lub nieprzetworzone, przeznaczone do spożycia przez ludzi lub, których spożycia przez ludzi można się spodziewać.

Podobnie już obecnie większych problemów prawnych nie powinna przysporzyć także żywność z owadów. Co więcej w stosunku do tego rodzaju żywności, w obowiązującym prawnie nie ma prawnych przeciwskazań, żeby oznaczyć ją – jako żywność pochodzenia zwierzęcego.

Czy taką rewolucję „posagrarną” powinniśmy postrzegać jako dobrą czy złą zmianę ? Czy nie będzie błędem?  

Tak naprawdę trudno tego rodzaju zmiany traktować w kategorii dobra lub zła.

David Baldacci postuluje, z kolei że „wszystkie eksperymenty, nowoczesnego społeczeństwa nie mogą być oceniane tylko i wyłącznie na podstawie efektywności ekonomicznej, ale po tym, jaki typ człowieka produkują i jakie życie każą mu prowadzić?”. Problem w tym, że jest to założenie równie mocno idealistyczne, opierające się na równie „górnolotnym” kryterium co kategoria „dobre” i kategoria „złe”. Co więcej kryteria takie najczęściej nie są brane pod uwagę przy praktycznym wdrożeniu danego rodzaju zmian.

Oczywiście, jeżeli weźmiemy pod uwagę, udziałowców dużych koncernów produkujących żywność to bioinżynieria i fabryki-laboratoria – to super pomysł. Jeżeli się spojrzy na to z perspektywy zwykłego konsumenta to – może być to dobry, jak i zły pomysł. Dobry, jeżeli stanie się narzędziem do bycia samowystarczalnym przy możliwości produkcji żywności na własne potrzeby – w mini laboratoriach domowych. Zły, jeżeli tylko zwiększy uzależnienie konsumenta do dużych koncernów, a wszystkie korzyści zostaną zmonopolizowane przez wąską grupę ludzi.

To czego jednak najbardziej należy się jednak bać w związku z rewolucją „postagrarną” – to to, że wbrew dość szumnym zapowiedziom firm wprowadzających na rynek taką nową biożywność, nic się nie zmieni dla głodującego dziecka w Afryce, czy w Azji. Że rewolucja postagralna nic nie zmieni w jego sprawie czy w sprawie głodu.

Należy się tego bać, bo i dotychczasowe doświadczenia naszej cywilizacji nie nastrajają, w tym zakresie, zbyt optymistycznie. Martin Caparrós autor „Głódu” pisze „To, że tylu ludzi ma co jeść każdego dnia – to cud, że tylu nie ma – to podłość”. I pyta się, jak to możliwe, że przy obecnej nadprodukcji żywności nasza cywilizacja nie może poradzić się z tym problemem?

Kiedy spojrzymy na wiek XX i początek wieku XXI, to zobaczymy, że za pomocą mechanizacji w hodowli zwierząt konsumenci, w krajach tak zwanego Zachodu, żyją w epoce „taniego mięsa” i „nadprodukcji mleka”, z kolei zwierzęta gospodarskie, pomimo, że są istotami żywymi, zdolnymi do odczuwania cierpienia, zostały sprowadzone do roli maszyn produkujących żywność. Jednocześnie, pomimo, że produkujemy więcej żywności, niż nam potrzeba, jako cywilizacja nie zbliżyliśmy się do rozwiązania problemu głodu na świecie.

Dlatego cywilizacja człowieka powinna w końcu poważnie zastanowić się nad prawem żywności. Prawo do żywności, jako prawo podstawowe człowieka i obywatela. Tak naprawdę prawo do wody i żywności. W tej kolejności. I wcale nie musi to oznaczać, że woda lub żywność przestaną być towarem.

Niektórzy mówią, że niestety, celem obecnego i przyszłego systemu produkcji żywności nie jest nakarmienie świata, celem jest zysk. Zgoda ale jeżeli chodzi o nadwyżki wody lub wyprodukowanej żywności, to zawsze chodziło o zysk. Pytanie, jak wyznaczyć granicę pomiędzy „zyskiem”, a prawem do zaspokojenia podstawowych potrzeb istnienia. Takie granice tym bardziej trzeba pilnie wyznaczyć przy bioinżynierii żywności, czyli przy produkcji żywności w fabrykach – laboratoriach.

Powyższe jednak nie oznacza, że w sprawie nie należy starać się odpowiedzieć na ważkie pytania z zakresu etyki, socjologii, jak również prawnych aspektów i następstw postępujących zmian, w tym, jak najlepiej wykorzystać naszą obecną sytuację i jak nie powtórzyć błędów poprzednich rewolucji agrarnych.

Miejmy nadzieję, że rewolucja postagrarna przyniesie za to wiele korzyści ekologicznych, bo zredukuje ogromne ilości zanieczyszczeń powodowanych dziś przez intensywną hodowlę zwierząt. Same wielkostadne hodowle zwierząt gospodarskich powinny zniknąć, co na pewno pozytywnie wpłynie także na dobrostan zwierząt. Żywność z laboratoriów powinna być przy tym wolna od chorób zakaźnych zwierząt oraz innych zagrożeń mikrobiologicznych  – czyli przy jej produkcji raczej nie będzie występowało ryzyko tak powszechne przy hodowli zwierząt gospodarskich. Nie jestem lekarzem weterynarii, tylko prawnikiem ale nie za bardzo widzę potrzebę stosowania antybiotyków przy hodowli mięsa w laboratorium. Zaprzestanie wielkostadnych hodowli zwierząt gospodarskich pozwoliłoby zatem skuteczniej ograniczyć problem antybiotykooporności.  

Czy pojawią się za to nowe ryzyka? Tak, oczywiście jednym z nich jest stosowanie różnego rodzaju polepszaczy, aromatów, hormonów wzrostu, spulchniaczy, barwników i innych chemicznych świństw – które będą miały nadać nowej żywności konsystencję, smak, barwę oraz zapach żywności „tradycyjnej”.

Należy też pamiętać, że nasze nawyki żywieniowe są przy tym wypadkową  sposobu, w jaki nasze umysły zbieraczy-łowców „wchodzą w interakcję z dzisiejszym środowiskiem postprzemysłowym, wielkimi miastami, z supermarketami, restauracjami, barami szybkiej obsługi”. Teraz umysły te będą musiały sobie poradzić z żywnością z fabryk-laboratoriów i to ponownie na zasadzie zmian rewolucyjnych, bez możliwości ewolucyjnej adaptacji. Czy nie będzie to zmiana zbyt gwałtowna?

Yuval Hararari uważa, że „wiele historycznych katastrof, od morderczych wojen po gwałt zadawany przez człowieka ekosystemowi, było skutkiem tego nazbyt szybkiego skoku. Rodzaj ludzki nie jest sforą wilków, które jakimś trafem weszły w posiadanie czołgów i bomb atomowych. Jest stadem owiec, które na skutek osobliwego ewolucyjnego przypadku nauczyły się wytwarzać czołgi i bomby atomowe i ich używać. Uzbrojone owce są daleko bardziej niebezpiecznie niż uzbrojone wilki.”  

Niestety obawiam, się że jako gatunek  prawie, że wszystkożerny nie będziemy mieli z tym żadnych problemów. A że nadwaga? A, że niezdrowe? A że rak? Któżby  się tym przejmował, skoro naukowcy i bioinżynieria niedługo znajdzie remedium także na te zagrożenia?

dr Michał Rudy, Kierownik Katedry Prawa, Kierownik kierunku Prawo, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej, Kierownik studiów podyplomowych „Prawo o żywności”, Uniwersytet SWPS, Filia we Wrocławiu, Kancelaria Prawna Result Witkowski Woźniak Mazur i Wspólnicy Spółka Komandytowa

 

2013 Prawo Weterynaryjne - www.prawoweterynaryjne.pl
Wszystkie prawa do wizerunku strony, a także materiałów na stronie są zastrzeżone.